Zapraszamy do lektury! Prawo dla każdego - Strony umowy zlecenia
darmowe szkolenia darmowe szkolenia darmowe szkolenia
odszkodowania poznań
Podręczniki szkolne
prezentacja maturalna - sarmatyzm na 20pkt

www.karty-plastikowe.eu
www.sklep-apteka.pl
www.emtor.pl
stanowczo odmówiła. Nie ma nic przeciwko pani, owszem podziela dla ciebie uczucie, jak twierdzi wielu we Lwowie, szczerego uwielbienia. "Elle doit etre sublime. C'est une creature d'elite" — powtórzyła kilka razy.
— Ha, ha, ha! — zaśmiała się nerwowo Irena.
Bywalski, którego ten śmiech lekkim dreszczem przebiegł po ciele, nie spoglądając na nią, dalej ciągnął z tą wprawą i zamiłowaniem, zdawałoby się, w zdawaniu relacyi.
— "Panie! powiedziała — powtarzał dosłownie stary przyjaciel Appelsteinów — na starość, daruj, nie mogę odstępować od zasad, których się trzymałam całe życie w mych stosunkach światowych. Zawsze byłam antysemitką. Cóżby świat cały powiedział, gdyby po latach tylu a tylu, spotkał w tym salonie nazwisko, jakiego nigdy nie spotkał? On a de principes ou on en a   pas... Nie mogę prosić pani Appelstein"! — Ależ zawołałem wtedy — ciągnął dalej zapalając się — pani Appelstein jest Starżówną z domu. Prosząc ją, nie odstąpisz pani od swych zasad... " Prawie nie pozwoliła mi dokończyć. "Tem gorzej, tem
gorzej — zawołała. "Być może, iżbym patrzyła przez palce na to zaproszenie, którego pan -odemnie żądasz, gdyby pani Appelstein była Appelstein z domu".
Urwał, odetchnął i zawołał: — Nie było co mówić z takim mandarynem. Stara waryatka myśli, że jej salon jest jakimś tajnym trybunałem.
Skończył i nie śmiał oczu podnieść na Irenę, jak gdyby czul, że na jej obliczu się coś nadzwyczajnego działo. Zdjął monokl i zaczął go wycierać batystową chustką, przyglądając mu się na chwilę do światła i powracając napowrót do tego zajęcia. Trudno mu przyszło, to zdanie relacyi z tej mitręgi, dla której przybył z Warszawy do Lwowa.
Wczoraj, gdy mu ją dawała Irena nie czuł jej doniosłości, nie przypuszczał wagi, jaką do niej przywiązywała. Sądził, że tu była w grze duża doza dawnej próżności salonowej Ireny, która odżyła w świecie po tylu latach zamknięcia. Teraz wiedział, że misya jego mogła być kombinacyą Tych światowych subtelności, rzeczywiście ważną i doniosłego znaczenia. Dlatego też dosłownie odpowiedź księżnej powtórzy! Irenie, inaczej byłby ją zbył byle czem,
byłby się może nawet nie przyznał, że sam odwiedził "starą babę" i że nie obronił niepotrzebującej obrony sprawy.
Teraz nie śmiał oczu podnieść na Irenę. Ten śmiech suchy, krótki, nerwowy, którym mu była raz przerwała mówienie, drżał mu wciąż w uszach o przytępionym słuchu. Czyż mógł nie powtórzyć ? Nie! Tu chodziło o małżeństwo Lulu, o pozycyę salonową Ireny.
A sam niepróżno przeżył na salonach lat czterdzieści, nie umiałby lekceważyć kwestyi, wiążących się z tak poważną rzeczą, jak pozycya salonowa kobiety, mającej córkę na wydaniu, nazywającej się "pani Appelstein", a żyjącej w najbardziej parafiańskim pod słońcem świecie, jakim jest świat lwowski.
Czuł, że tuż obok, w tem ciele, którego ciepło odczuwało jego stare ciało, w tem sercu, którego nieregularne i przyspieszone bicie słyszał, sprawił swoją relacya jakieś zaburzenia, jakąś dramatyczną zawieruchę, ale postąpić inaczej nie mógł. Zresztą był wyznawcą zasady przecinania zbyt pomotanych węzłów. Niech Irena raz wie, że zamykanie przed nią drzwi nie wypływało z kaprysów tylko, lub zawiści, lub
apodłości Księżna była mandarynem, ale była osobą dobrą i szacunku godną.
Wtem urwał mu się wątek myśli.
Irena wydała kilka dziwnych głosów, jakby łkań spazmatycznych, nie mogących być powstrzymanem!.
Podniósł oczy i zerwał się w tejżesamej chwili na równe nogi.
Pani Appelstein sztywna, wyprężona leżała już, nie siedziała na fotelu, a piersią jej podnosiły te długo powstrzymywane łkania, teraz coraz gwałtowniejsze i głośniejsze. Na jej prawie przerażająco bladem obliczu wyglądały te duże piękne czarne oczy wytrzeszczone i krwią nabiegłe. Rękami śnieżnie białemi, temi słynnemi z piękności rękami o które, by na nich złożyć pocałunek, ubiegała się ongi Warszawa, szarpała, nerwowym charakterystycznym pewnym chorobom ruchem, koronki swej sukni.
Bywalski objąwszy ten widok, przerażony, drżący, blady, rzucił się do drzwi i zaczął wołać:
— Panno Leontyno! Lulu! Lulu!
Oprzytomniał ze wzruszenia dopiero wówczas, gdy córka z pomocą dwóch panien służących uprowadzały, a raczej unosiły Irenę. Wtedy wycieńczony ułożył się
© 2010 www.skjkc.pl