Zapraszamy do lektury! tłumaczenia lublin tłumaczenia lublin tłumaczenia lublin
wiedza
Prawo dla każdego - Umowa zrzeczenia się dziedziczenia
zakaz konkurencji
dobrze opracowany motyw stworzenia świata w literaturze na maturę

www.karty-plastikowe.eu
www.sklep-apteka.pl
www.emtor.pl
Był bardzo szlachetnym, ale był, Jakóbem Appelsteinem, bankierem przedewszystkiem. Musiał nim być przedewszystkiem.
Z tej myśli obudził go już cichy i harmonijny głos Ireny:
— Niechże więc ci, kochany przyjacielu — mówiła — dokończę o tym Poryckim...
— Dobrze, proszę, słucham — podchwycił bezdźwięcznym ale drżącym głosem Bywalski — ale bo też pani, na Boga! — tu uchwycił jej rękę, przycisnął do ust i mówił:
— Wiesz jak na mnie łzy niewieście zawsze działały, a gdy ciebie widzę płaczącą, ciebie! gotówem się rozchorować, umrzeć tu we Lwowie, a wolałbym już w Warszawie, u siebie, gwoli przyzwyczajenia... Opowiadajże pani Ireno.
I Irena opowiadała prawie spokojnie, głosem przytłumionym, jak ten Porycki, jest sympatycznym, jak różnym typem od młodzieży warszawskiej i lwowskiej, a jeden i drugi nie wiele wart. Miał w sobie coś wesołego, rycerskiego, wiele może lekkomyślności, ale wiele i tak rzadkiej dziś szlachetności.
Kochał się prawdziwie w Lulu, ale też i kocha swą matkę, hrabinę Porycką, niezmiernie dumną ze swego urodzenia, ale dumniejszą jeszcze ze swego syna. Porycki nie jest bogatym, a matka liczyła na świetne małżeństwo syna tak może, juk ona, Irena liczyła na szczęście w związku dobranym dla Lulu. Kochał się w Lulu otwarcie, co robiło jej pozycyę w świecie lwowskim jeszcze trudniejszą. Nie jedna matka i panna zazdrościły im tego młodzieńca, a stara hrabina, osoba zła, czy złośliwa a zarazem wpływowa, nie taiła swego niezadowolenia i głośno mówiła, że póki żyje, synowi na podobne małżeństwo zezwolenia nie da. Gdyby Lulu była bogatszą...
Poryccy mieli duże dobra potrzebujące kapitałów. Ona, Irena rachowała tutaj na gwiazdę Lulu. Może ona będzie szczęśliwą za tyle niedoli matki? Może Porycki jest jednym z tych białych kruków, z tych rzadszych od białych kruków, mężczyzn w świecie, którzy umieją przez przeszkody poprowadzić wybraną do ołtarza. Oh! Jej nadzieje spoczywały na błahych podstawach, ale nadzieje matki znalazły sposób zawieszenia się i na pajęczynach.
Odpoczęła i kończyła:
— Jeżeli tak gwałtownie pragnęłam być na balu u księżnej, to gwoli zasady przysłowia francuskiego, polecającego kuć żelazo, dopóki gorące. Właśnie teraz Porycki, pod koniec karnawału zdawał się być rozkochanym do... Nie chciałam sprawiać bolu Lulu, przypominając sobie sama, coby za przykrość była dla mnie. gdybym będąc młodą, nie była mogła być na balu, na którym był np. ongi Koroński, o którym jak panu Wiadomo, myślałam, że się we mnie kocha. Niechciałam wreszcie przez konieczną w jej pozycyi salonową taktykę dopuszczać aby pierwszej zimy, w której córkę w świat wprowadzam, zamykano przed nią drzwi. I to takie drzwi. W roku przyszłym przykład znalazłby naśladowców.
Mówiła to wszystko spokojnie i wreszcie kończyła:
— Rozumiesz pan, teraz, że w takiem położeniu z którego ci tylko na kilka punktów zwróciłam uwagę, rozumiesz że cię wezwałam ?
Bywalski się poruszył na fotelu, jakby go ktoś kłuł szpilkami, poczerwieniał na bladem i zżółkłem obliczu, zdjął i ponownie nasadził monokl i jęknął podchwytując:
— I napróżno, bo nic zrobić nie mogłem.
Irena pobladła i zacisnęła swe różowe usta, aby nie płakać. Wszakże niepłakać obiecała. Pierś jej tylko się podniosła falą żalu, rozsadzającą i gniotącą bezmiernie jej serce.
Bywalski, porodziwszy tę wiadomość, odetchnął i nie patrząc na kobietę mówił:
— To jakieś babsko, jakich okazy dawno po wymierały. Tylko prowincyonalna mieścina jak Lwów mogła zakonserwować takiego hipopotama konserwatyzmu. Nie sądziłem, aby jeszcze dzisiaj trafiały się takie księżne, o jakich pisał Bałucki, gdy miał lat siedmnaście... Doprawdy nie zazdroszczę pani tego pobytu we Lwowie, tego bywania w tym świecie barykadującym się, bo nie szturmowanym.
Odpoczął, a widząc, że Irena milczy, a sądząc, że łatwiej wysłuchawszy wszystko, cios zniesie, ciągnął:
— Byłem sam u niej. Znałem ją kiedyś. Spotkałem w Warszawie u pani Przemysławowej, do której takie okazy z Galicyi jak do Mekki jeździły. Otwarcie chciałem wziąć fortecę, ale bramy zardzewiałe... Koniec końców po długiej dyskusyi
© 2010 www.skjkc.pl