Zapraszamy do lektury! Prawo dla każdego - Domniemanie ojcostwa
wiedza
prof. dr Zbigniew radwański prawo cywilne podręcznik
Doradca finansowy Głogów
praca maturalna - motyw wiary w literaturze na 20pkt

www.karty-plastikowe.eu
www.sklep-apteka.pl
www.emtor.pl
— Zawsze go wysoko cenię — przerwał stanowczo, o ile stanowczym mógł być ten głos zmęczony nadmiernie stereotypową półwiekową gadaniną. — Postąpił z wami, jak najuczciwszy brat, najwyrafmowańszy dżentelman. Dwudziestoletnią pracą ocalił honor firmy, której nazwisko nosicie. Wyznaczył wam rentę, która pozwala żyć dostatnio, na równi z ludźmi pani świata i którzy w tym świecie nawet za zamożnych uchodzą. Daje wreszcie Lulu posagu sto tysięcy rubli, posagu, który w pani świecie do większych niemal się liczy.
— Ach! — zawołała w rozdrażnieniu Irena- toby było aż nadto, gdyby mi przywróciło moje nazwisko, gdyby Lulu... Ah! panie — podchwyciła nie kończąc. Czy ty myślisz seryo, że on nam nic nie winien? Czyżby on był dorobił się tych miljonów bez firmy, od której nas usunął? Czy "wiesz, że może likwidacya po upadku Bernarda nie wykazała mu fortuny?
— Ach! pani! Czyż można być żoną eks - bankiera i tak zaślepiona? Bernard wszystko stracił, swoje i Jakóba. Zapewne, że firma pozwoliła Jakóbowi odzyskać i pomnożyć swoje. Ależ ta firma już do niego należała, gdy Bernard przewodnikiem jej być nie mógł, gdy runąć musiał.
— Próżno go pan bronisz.
— Wierzę! Ta antypatya u pani jest jakimś fenomenem fizyologicznym.
Irena poczerwieniała i wybuchnęła:
— Ależ przecież mi zabrał moje kosztowności! moje! moje! Gdybym je tylko miała, tobym dzisiaj spokojnie patrzyła w przyszłość, tobym wiedziała, że Poryckiemu dam Lulu, bo hrabina, jeśli nie pozwoli na małżeństwo syna z tym posagiem, jaki Lulu ma, pozwoliła by na nie...
Urwała, wycieńczona tym wybuchem żalu — ona tak niestworzona do jakiejkolwiek roli w dramatach życiowych, ze swym słabym głosem, dławionym łzami i brakiem tchu.
Ale Bywalski był wzburzony. Irena napadła na jedynego jego przyjaciela, w którego towarzystwie od lat szesnastu spędzał połowę dni, któremu dużo zawdzięczał, którego polubił.
— Ależ pani! — zawołał odchrząknąwszy — takie kosztowności, któremi cię obsypywał bezmyślnie już chory Bernard za pieniądze cudze, nie mogą być uważane. Nie mógł on ich uważać...
Urwał, bo Irena zawołała:
— Choćby i tak było, to ten przebrzydły żyd, który przecież musi wiedzieć moją
pozycyę, którąby tak pieniądze ułatwiły, mógłby był wyznaczyć Lulu posag, jakiby. dając jej racyę bytu w naszym świecie mnie uwolnił od tylu upokorzeń, a jej pozwolił wyjść za mąż. Co on myśli? Co on myśli, bo przecież on myśleć winien za chorego brata. Co on myśli, że ja z Lulu zrobię? Że ją wydam za żyda, któremuby wystarczyło sto tysięcy? Tu żydów nie ma. Czemuż jej nie weźmie do Warszawy ?
— Boby jej pani nie dała. Irenę podrażniła tylko ta prawda.
— Ale ja ją za żyda nie wydam, a z tym posagiem jej nikt nie weźmie. Ach! panie! cóż za potwór!
— Pani Ireno! Nie poznaję cię.
— Wierzę! — podchwyciła — Wierzę! Znałeś mnie panną, która- się poświęciła dla brata, oszołomiona powodzeniem, chwilowo chciwą złota, którąście rzucili w objęcia poczciwego i sympatycznego człowieka. Znałeś mnie żoną kaleki zrujnowanego, spełniającą z pokorą i pogodą ciężkie obowiązki kobiety; której z rąk wysunęło się to, co jej miało złocić czcze i twarde życie. Ale teraz — tu słaby jej glos stał się tragicznym — masz przed sobą matkę, tylko
matkę, rozżaloną, że nie była nigdy kochanką i żoną — zbuntowaną, bo zniecierpliwioną upokorzeniami raniącemi ją w najdelikatniejsze uczucie, jakiem jest macierzyństwo. Staję się złą, dziką, dostaję obłędu, szarpiąc się bezsilna w tej siatce, zmuszona patrzeć jak mi moje dziecko ranią i upokarzają, niezdolna mu wywalczyć naturalnego bytu, zapewnić normalnej, przyszłości kobiety. Wiesz jaką zawsze byłam nerwową i czułą. Otóż ja w salonie chwytam i rozumiem każde spojrzenie, każdy uśmiech, każdy ruch, a one mnie szarpią i rozdzierają.
Zaszlochała i zalewając się łzami mówiła dalej:
— A to biedne stworzenie nic nie rozumiejące, delikatne, dobre i naiwne, czy głupie, pyta mnie oczami o wytłumaczenie: dlaczego świat dla niej jest tak innym, niż. dla jej rówienniczek, dlaczego chwyta uśmiechy, których nie rozumie, czuje zimno dreszczem ją przejmujące, spotyka wejrzenia, których nieżyczliwość odgaduje, a genezy jej nie rozumie?...
Bywalski drżał na całem ciele. Dwie duże łzy stanęły mu w popielatych zamglonych oczach. Usiłował je powstrzymać.
© 2010 www.skjkc.pl