Zapraszamy do lektury! Prawo dla każdego - skład rady gminy
Super norma pro dla Ciebie. Norma Pro to super szkolenie.
omówienie motyw arkadii w literaturze na maturę
dobre motywy maryjne w literaturze na maturę
dobrze opracowany motyw wsi w literaturze na maturę

www.karty-plastikowe.eu
www.sklep-apteka.pl
www.emtor.pl
ten wzrok ślicznej panny, gdy ją do poślubienia Bernarda namawiał, ten wzrok pytający go, czy on obyty i doświadczony, mógłby jej powiedzieć, jakim, takie małżeństwa, wrzodom, dają początek. I był świadkiem tej chwili i pamiętał ją, jakby wczoraj, gdy wrzód przez dziewicę przeczuty, otworzył się, gdy zdziecinniała matka Ireny u kolebki tej dorosłej dziś Lulu, nie zdołała powstrzymać wykrzyku: "Istna Żydóweczka. " To była straszna chwila. Wszyscy, ilu ich wtedy przy tej kołysce było, oniemieli z cierpienia nad Ireną.
Ależ to cierpienie jakąż fraszką było [w porównaniu do tego, jakie dziś gangrenowało cały organizm tej nieszczęśliwej kobiety, której los czy też straszna Nemezis, 'o której wspomniała, odmawiała nawet pociechy, jakiej udzielała matce, dając jej macierzyńskie zaślepienie.
Irena widziała, że jej córka była portretem nienawidzonego Jakóba Appelsteina, widziała, jak odbijała swym typem od panien, w których gronie ona, rodzona jej matka, była prototypem arystokratycznego wdzięku i narodowej piękności.
Było to cierpienie, które Bywalski nawet, nie będący nigdy ojcem, nie lubiący nawet romansów tej ohydnej nowej szkoły,
analizującej boli subtelności, przecież w odcieniach chwytaj.
Nie znajdował długo ani jednego słowa w odpowiedzi na te pytania matki, jakie jemu tylko jednemu na całej kuli ziemskiej zadać mogła, jemu jedynemu świadkowi wszystkich jej upokorzeń i tryumfów, poświęceń i szałów.
— Tak! — podchwyciła więc Irena. — Wiem, że jest taką, ale czy będąc taką jest brzydką czy ładną? nie wiem. Czy może się podobać ? — pytała rozpaczliwie.
— Może — szepnął Bywalski — może — poprawił silniejszym głosem odchrząknąwszy — może i bardzo! — dodał wreszcie, jakby ze zrodzonego w namyśle wątpliwości przekonania i mówił:
— Siłą olbrzymią swej rasy, biorąc wszystko po Appelsteinach. odziedziczyła po pani dwie rzeczy, których ręczę, nawet w defiladzie mazura nie zauważyć nie można. Ma wdzięk i figurę po pani. Ma tryumfujący, ongi tak podbijający wyraz twarzy pani, który nawet we Lwowie nie wyznacza jej tego miejsca, w jakiem pani, galopując w swej rozpaczy, zdajesz się ją widzieć. Tak, tak, to Typ wschodni, ale bardzo, bardzo uroczy.
 
Widząc po obliczu tej młodej matki, zatopionej w swem dziecku, szaloną radość, poskramianą jedynie niedowierzaniem, mówił dalej:
— Przecież mi wierzysz? Nie jesteśmy. na stopie komplementów. Byłbym szczery, szczególnie w rzeczy tak seryo, jaką jest uroda panny, nie mającej nazwiska, rodziny, ani majątku.
Tą ostatnią otwartością nagą i prawie bezwzględną powiększał wrażenie swej szczerości, a czynił to bezwiednie, z automatyczną wprawą bywalca.
Oblicze Ireny opromieniało radością, która powoli na niem gasła, jakby słońce powoli zaciemnione wzrastającą nawałnicą chmur, pędzonych przez wichurę.
Długo milczała zapuściwszy w ulicę zamglony wzrok.
Nagle się odezwała:
— Cóż za potwór ten Jakób! Bywalski wzdrygnął się. Salonowe
i klubowe życie pogrążone w frazesach codzienności wymanierowanej, zrobiło go nawet drażliwym na najprostsze wykrzyki namiętności czy uczuć ludzkich.
— Dlaczego ? co ? — zapytał.
— Gdy pomyślę — mówiła Irena — o ile bym mniej cierpiała. Gdyby Lula
miała choćby taki posag, jaki najmniejszy wolno mieć pannie Appelstein, pannie Appelstein urodzonej ze Starżów, a więc zmuszonej do bywania i szukania rnęża w świecie matki ? Wtedy by przed nią drzwi nie zamykano.
— Bo się pani zdaje...
— Nie! Zresztą to całkiem naturalne. Od tego się ten świat nazywa wielkim. Mają w nim racyę bytu wielkie rzeczy tylko, wielkie nazwiska, piękności, fortuny, inteligencye... Ach ten Jakób — podchwyciła z budzącą i wzrastającą goryczą — ten Jakób, którego pan zawsze bronisz, którego cenisz, czyż nie widzi, czyż nie zdaje sobie sprawy? Gdzież ta inteligencya? to poczucie humanitarne? ta delikatność? Wziął wszystko, wszystko! I nie dał dosyć, by mi pozwolić godnie spełnić rolę matki dziecka jego brata.
Rozpłakała się znowu, a Bywalski uczuł się naraz poruszony dwoma sprzecznemi uczuciami, i litością nad Ireną i oburzeniem za niesprawiedliwe zapatrywanie się na Jakóba.
— Jesteś pani niesprawiedliwą — bąknął.
— Ach, bo prawdę mówię o pańskim przyjacielu. Zawsze go tak w sercu nosisz? Moje łzy...
© 2010 www.skjkc.pl