Zabanowska dostała zlecenie od księżnej zbadania nietylko stanu majątkowego tego młodzieńca, ale i różnych innych szczegółów.
Otóż ta kombinacya przerażała panią Zabanowską. Jaki chaos myśli, planów, przypuszczeń, w których tak się sama gubiła! Teraz nie wiedziała od czego i od kogo dzień zacząć.
Jeśli ten Starża okazałby się tak bogatym, jak sądzono, toby mu niezależało na wypłacie niedużego posagu księżniczki. Jeśliby zaś posag księżniczki nie był wymagany, to książe mógł takiej gotówki na stół żądać od pani Poryckiej. Jeśliby zaś książe żądał od niej gotówki na stół, to Porycka mogła się znaleźć w możności wydania córki za księcia i... i... i... (sama Zabanowska myślom swym nie wierzyła) Porycka mogła zezwolić na małżeństwo syna z Appelsteinówną.
Zabanowską aż dostała wypieków na twarzy, po której co chwila ręką przesuwała. Myślała tak wytężająco, jak nigdy Elżbieta królowa Anglii nie myślała nad skutkami stracenia Maryi Stuart.
— Jeśli syn rodzonego brata pani Ireny Appelstein żenił się z księżniczką, to
pozycya tejże w świecie lwowskim musiałaby się zmienić. Księżna stara, ani młody książe niemogliby należeć do antiappelsteinowskiego obozu pani Poryckiej, który ta właśnie teraz, z jej walną pomocą rekrutowała, jednoczyła i organizowała..
— Ach! Boże! Boże! — jęknęła Zabanowska przesuwając dłonie po spieczonych policzkach — tyle pracy, tyle kłopotów...
Myślała tu o zabiegach ostatnich dni, w których wraz z obu Poryckimi, matką i córką, dokładała była wszelkich możliwych starań, aby pozycyę pani Appelstein zachwiać w lwowskich salonach. Zyskała była już kilka pierwszorzędnych domów, które przyrzekły panią Appelstein w tym karnawale nie prosić, gdy oto jak grom z jasnego nieba spada wiadomość o powodzeniu księżniczki Mimi w Warszawie i o przybyciu za nią jakiegoś Starzy.
Pani Zabanowskiej, zasklepionej w poglądach najbardziej zasklepionego świata, pomieścić się w głowie nie mogło, jak ten Starża, o którego pozyskanie widocznie księstwo się starali, mógł być bratankiem pani Appelstein.
Dziś Zabanowska miała dwa zadania, jedno zlecenie hrabiny, drugie księżnej.
Pierwsze zasadzało się na zbuntowaniu młodego księcia, iżby na piknik, który urządzał, młodzież nie zaprosiła pani Ireny Appelstein. Drugie zlecenie księżnej polegało na wybadaniu tejże pani Ireny, czy księstwo mogą Starżę jako zięcia przyjąć, jeśliby ten, co było oczekiwane, oświadczył się.
Takie więc przeciwne zadania szeptała do siebie rozpaczliwie Zabanowska. Buntować księcia i namawiać go do ohydnego postępku względem swego być może przyszłego szwagra?
Zabanowska nie lubiła odgrywać brzydkiej roli bez pożytku i widocznej klienta korzyści. Jeśli pani Appelstein miała się spowinowacić z księstwem, to pocóż ona miała jej szkodzić w przededniu chwili, w której Irena miała stanąć na niewzruszenie silnej salonowo podstawie, jaką była protekcya starej księżnej.
Były to argumenty, które zatrzymywały w domu panią Zabanowska mimo pilności jej zajęć. Księżna i hrabina poleciły jej były, każda oddzielnie, stawić się o dwunastej z relacyą. W tym celu była wezwała do siebie młodego księcia, na którego zaraz czekać nie mogła, bo by nie