Zapraszamy do lektury! praca maturalna - motyw buntu na 20pkt
prezentacja maturalna - motyw dworku szlacheckiego na 20pkt
Najlepsze tapety dla Ciebie
praca maturalna - motyw dziecka na 20pkt
prezentacja maturalna - motyw śmierci na 20pkt

www.karty-plastikowe.eu
www.sklep-apteka.pl
www.emtor.pl
zdawało mu się, ani godziny dłużej, bo każda godzina spadała ciężarem na jego pod tym względem tak wrażliwe sumienie, na firmę, którą tak ukochał.
I o Leontynke mu chodziło, którą, choć mu się zdawało, że matka ją wychowała w atmosferze uprzedzenia do niego, kochał całą potęgą uczuć rodzinnych, w jego świecie, w "tych finansach", jak Bywalski ma wiał, wysoko wykształconych i pielęgnowanych.
Cóż to dziecko miało życiowo cierpieć za to, że jej ojciec stracił fortunę. Ta fortuna tkwiła właściwie w niepokalanej firmie, a ta firma istniała również niepokalanie czysta, przez niego prowadzona.
Jak długo ta firma istniała, to należała raczej do tej małej Lulu, niż do niego.
I Jakób doznawał przykrego wrażenia, jak gdyby on był bezpośrednią przyczyną cierpień, które córkę Ireny w oddali trapić obecnie musiały.
I przechodził wszystkie te cierpienia, on zimny, pozytywny, który nigdy uczuć nie brał w rachubę, który na małżeństwo zupełnie inaczej się zapatrywał, aniżeli zapatrywała się Irena.
On był by chciał Lulu wydać za jakiego berga lub steina ze swego świata.
On z tym planem zdradził się był nawet przed Ireną, która wtedy tak na niego powstała, jak gdyby jej był powiedział największą obelgę. Od tego czasu porzucił wszelkie myśli co do przyszłości Leontynki i powierzył je jedynie życiowym falom.
Te fale odbiły ją od upragnionego przezeń brzegu i zaniosły tam, gdzie jak się zdawało Jakóbowi, szczęścia znaleźć nie mogła. Był z zasady nieprzyjacielem tych małżeństw mięszanych, tych związków dwóch wstrętnych sobie krwi.
Dzieje tych właśnie małżeństw w świecie warszawskim wciąż zawieranych, umacniały go w przekonaniu i kazały mu się bać o los właściwego potomka jego firmy.
Ale to wszystko zaledwie głuchem w nim odzywało się teraz echem, bo tam cierpiały Irena i Lulu, które uchronić od cierpień on sobie wziął za zadanie życia.
Bo wszakże on Irenie wolę swą narzucił, gdy ją zmusił do opuszczenia Warszawy, do powierzenia jemu losów firmy, która ustanowionym przez prawo porządkiem spadała po śmierci Bernarda na jedynego tegoż potomka. I skrupuły Jakóba, cieniując się i modelując, jakby rzeźby jakie, stawały się wypukłymi i wymownymi i wołały doń, aby je uspokoił.
— Co począć? co począć? — szeptał
bankier, załamując ręce ilekroć razy myśli te go opanowywały. Wobec nich wszystko schodziło na drugi plan, interesy domu, losy jego własnych dorastających córek.
Tak mijały dnie, będące jednem nie-
przerwanem pasmem cierpień dla Appelsteina.
Bywalskiego widywał rzadko. Ten bowiem po dłuższej swej nieobecności w Warszawie był zapraszany przez domy, których był l'habituè.
Bywała nieraz między obiadem u Kohnów a wieczorem u Kornbergów przypominał sobie, iż obiecał był Poryckiemu dołożyć wszelkich starań, aby związek jego z Lula uczynić możliwym, ale wtedy uważał, iż nienaleganie na Jakóba będzie najsilniejszym dlań bodźcem.
Bywalski przyzwyczajony niezmiernie do szafowania funduszami finansów, ułożył był sobie, że tu nic innego nie pozostawało, jak tylko dać pannie Appelstein taki posag, jakiego potrzebowali Poryccy.
Nie wątpił, że i Jakób dość był inteligentnym, aby dojść do tej konkluzyi. Jego zadaniem było przedstawić barwnie
© 2010 www.skjkc.pl