Zapraszamy do lektury! Prawo dla każdego - Strony umowy zlecenia
darmowe szkolenia darmowe szkolenia darmowe szkolenia
odszkodowania poznań
Podręczniki szkolne
prezentacja maturalna - sarmatyzm na 20pkt

www.karty-plastikowe.eu
www.sklep-apteka.pl
www.emtor.pl
To zapytanie trawiące ją, którego się chyba Bywalski nie domyślał, nie mogło jej przejść przez gardło. I to cierpienie, jakie doznawała w głębi swych uczuć, wynikające z upokorzenia, tkwiącego w historyi tego pytania, przerzuciło nagle jej umysł w kierunku własnego żywota.
Lat szesnaście, jak odpokutowywała te kilka lat niby względnego szczęścia. — Szesnastoletnią wegetacyą we wstrętnych i nieprzyjaznych warunkach spłacała swój dług naturze za cztery lata tak względnie pełnego życia.
Ileż ona przeżyła upokorzeń, począwszy od tej chwili, w której sobie zdała sprawę, że zaczęła drugie nowe życie.
Ileż tych upokorzeń stłumiła w sobie, począwszy od tego nigdy niezapomnianego wieczoru, w którym przyjaciółka jej z czasów panieństwa wstydziła się przyznać, że ją zna, w którym dowiedziała się, że w tem drugiem życiu, którego bramę wtedy była ujrzała, należeć będzie do sfery towarzyskiej, określonej przez osobę jej urodzenia, wychowania i pojęć, epitetem "zbankrutowane żydy".
Ah! te słowa, jakby je teraz tuż obok siebie słyszała wymawiane tym lwowskim
odrębnym akcentem arystokratycznych ustek, potykających niektóre litery...
Te słowa otworzyły jej oczy, zrodziły w niej zaród choroby, która ją miała toczyć lat szesnaście, zmieniły jej pojęcie o ludziach, o życiu, otworzyły przed nią bramę do tego nowego życia, z którem się borykała — lat szesnaście!
Oh! Jakże ono było strasznem. — Dreszcz ją przebiegał na samo jego wspomnienie.
Tysiąc razy, ba! milion razy możeby była znalazła siłę przerwania tego pasma dni, miesięcy i lat, gdyby nie Leontynka, Lula!
Dla niej cierpiała i dla niej cierpieć dalej musiała.
To poczucie macierzyńskiego obowiązku napawało ją siłą i odwagą, ale doprawdy upadała pod ciężarem swej doli. Doprawdy! Ona nie była stworzoną na bohaterkę. I dziś przed Bywalskim, którego milczenie wydawało się jej być złowrogiem, uczuła znów dobitnie, że jakiś nowy etap zaczyna się w tem jej drugiem życiu, i że już jej sił, odwagi, woli, poświęcenia, braknie.
Serce ją bolało, jakby już przepełniło się upokorzeniami. Już ani jednego więcej,
choćby dla tej ukochanej istoty, przyjąć, stłumić, ukryć, połknąć nie było w stanie. Załzawionym wzrokiem spoczęła na przyjacielu i obudziła go z zadumy.
— Kochany panie Bywalski. Nie byłam z panem szczerą i czuję się wskutek tego żenowaną. Zdaje mi się, że czytam w twojem obliczu zdziwienie, iż cię śmiałam wzywać do Lwowa dla takiej błahostki, jak zaproszenie na bal?
— Jakto? — przerwał przyjaciel, zakładając monokl, który tym razem zakładał nie dla nadania sobie kontenansu, ale dla pokrycia głębokiego smutku, jakim go napełniły refleksye nad Ireną. — Nie wierzę temu — mówił powoli — abyś ze mną nie była szczerą.
— Otóż popełniłam tę zbrodnię. Nie byłam zupełnie szczerą — podchwyciła z ożywieniem. — Nie byłabym godną twej przyjaźni, gdybym dziś jeszcze, po tylu przejściach, w moim wieku posuwała banalność do tego stopnia, iżby cię wzywać z Warszawy dla wyrobienia mi zaproszenia na bal...
— Ależ wiem! chodzi ci tu o Leontynkę.
— I to by mnie nie tłómaczyło. Czy Lulu raz więcej czy mniej tego karnawału tańczyć będzie...
— Chodzi pani o pozycye, o wyklarowanie jej ostateczne i bardzo słusznie, bo doprawdy dąsy tych kilku domów...
Irena poczerwieniała i przerwała.
— I to jeszcze nie byłoby mnie skłoniło do wzywania cię telegraficznie, przyjacielu... Miałam czas oswoić się z dąsami, miałam czas przekonać się, że panią Appelstein wolno się tylko nazywać, gdy się ma miliony...
Urwała, pomyślała i ciągnęła dalej:
— I to jeszcze w Warszawie, w Europie, ale nie tutaj. Pogodziłam się z mym losem... Tu rzecz tak się ma...
Bywalski, który wyglądał na mumię obojętności, ożywił się. Jedynie ciekawość przetrwała w tym organiźmie, zużytym czczością wielkoświatowego życia.
Co widząc Irena, cierpiąca wiele nad stopniowem i rainem upadaniu umysłowem jedynego swego powiernika, ożywiła się i podchwyciła zniżonym tonem, przysuwając się do niego z fotelem:
— Jeźli mi tak zależy na tym balu, to z poważniejszych względów. Młodemu Poryckiemu, którego pan poznasz tutaj, podoba się Lulu...
Zauważyła zdziwienie na twarzy Bywalskiego i ciągnęła zmienioną dykcyą:
© 2010 www.skjkc.pl