Zapraszamy do lektury! Najtańsze Norma Pro szkolenia Najlepsze na rynku
Brainstorm.biz.pl – Szkolenia - Szkolenia Szczecin
wiedza
moja klątwa to potężna broń.
praca maturalna - motyw pojedynku w literaturze na 20pkt

www.karty-plastikowe.eu
www.sklep-apteka.pl
www.emtor.pl
— Oum... My jesteśmy tu wszyscy,. -mówię do pana jako do człowieka światowego, którego zbywać nie chcę frazesami, niezmiernie konserwatywni. Warszawa, to podobno towarzystwo już kosmopolityczne. My tutaj tworzymy jakby jedną rodzinę, żenimy się między sobą... Mogłabym powiedzieć, że w dniu urodzin córki, zaznaczamy w Almanachu Gotha młodzież, z pośród której przeznaczamy jej jednego na męża.
Bywalski był tak zirytowany, iż mu przyszła jedna z tych genialnych, właściwych tłumionym rozdrażnieniom, myśli. Przypomniał sobie, iż opowiadano u Ireny, że hrabia Borkowski wydał był we Lwowie rodzaj almanachu gotajskiego, w którym był opatrzył gwiazdkami rodziny, którym przyznawał miano senatorskich rodów i że wskutek tego dużo osób się poobrażało, a między innemi i ta hrabina, która mu teraz takie zadawała męki.
— Dziś — zawołał — macie to panie ułatwione książkami Borkowskiego. A nawet podobno te rodziny, w których szukacie żon dla synów, opatrzył on wam gwiazdkami.
Pani Porycka tymczasem już urażona, bo podrażnienie wzrastało, spojrzała na
gościa i długo na nim wzrokiem spoczęła. Krew nową falą uderzyła jej do głowy. Pani Appelstein posuwała się do tego, że jej nasyła salonowców, których wpierw objaśniła o jej słabostkach, z poleceniem dawania jej nauk?
Krząknęła, bo uczuła potrzebę przerwania myśli dla prędszego uchwycenia słowa.
— Oum... oum... Trafiłeś pan. Borkowski to nam ułatwił i zaręczam panu, że panna Appelstein nie została przezemnie nigdy podkreśloną.
Zaśmiała się nerwowo, sucho, tym dźwiękiem głosu strasznie niemile rażącym u kobiet, które w śmiechu, puszczają swe najdotkliwsze strzały.
— Lepiej nie mówmy o tem. Nie ma argumentu, któryby mnie przekonał. Jestem osobą starej daty i tak nasiąkniętą lwowskiemi zasadami...
Oczami powodziła po salonie, założone ręce rozplotła, jedną położyła na stole, jakby już zamierzała się na niej oprzeć i podnieść, dając tym ruchem znak pożegnania Bywalskiemu. Tak przynajmniej wydawało się jemu; tyle znaczenia tkwiło
w każdym ruchu tej pozornie apatycznej a w gruncie namiętnej i tylko panującej nad sobą kobiety.
— Mój syn — podchwyciła — jest pełnoletni. Może robić, co mu się podoba, może się obejść bez mojego zezwolenia. Nawet nic na niem nie straci materyalnie — ciągnęła, kładąc nacisk na każdym słowie, które z namysłem wymawiała — bo majątek ma po ojcu, a ja tylko mam na nim dożywocie. Pani Appelstein może go dalej... — długo myślała, a wreszcie kończyła — może go dalej przyciągać, ale niech będzie pewną, że ja związku tego nie pobłogosławię i głośno przeciw niemu protestować będę...
— I to ostatnie pani słowo? Hrabina się zamyśliła, choć Bywalski
rzucił niedbale to zapytani, ot aby zakończyć to posiedzenie, aby wstać i wyjść. Wahała się długo, aż wreszcie po kilku przelotnych wejrzeniach, ziejących urazą, podjęła:
— Jestem za starą, aby apodyktycznie twierdzić: "fontaine je ne boirai pas de ton eau", ale... ale...
Bywalski wstał.
Podniosła się i ona, prostując swoją okrągłą, niziutką osobę. Robiła wrażenie
pakunku doskonale opakowanego, na długą drogę ściśniętego, do prędkiego otwarcia niemożliwego.
— Dziśbym panu nic więcej powiedzieć nie mogła. Dziwię się tylko memu synowi, ktory cały maluje się w tym kroku, jaki go skłonił do narażania pana na rozmowę ze mną, która mu, mimo całej gościnności, miłą być nie mogła, jak i mnie...
— Oh!— szepnął kłaniając się Bywalski.
— Oum... żegnam pana — odparła podając rękę gościowi i doznając najniemilszego wrażenia, jakie jej sprawiło jedno większe oko Bywalskiego utkwione w jej twarzy, a widziane przez duży, okrągły monokl.
Gdy została samą, odetchnęła, jakby zrzucając z siebie duszący ją ciężar. Doznawała wrażenia, jakiego sobie nie przypominała. Wciąż widziała przed sobą to oblicze świeżo poznanego gościa, któremu się nawet nie przyjrzała. A widziała je przecież najdokładniej wciąż patrzące na nią tym wyrazem ironiczno - wyzywającym z tem jednem okiem w monoklu, większem od drugiego.
Pli! Jeśli dotąd przypuszczała kiedy okoliczności, któreby ją skłoniły do wzięcia
© 2010 www.skjkc.pl