Zapraszamy do lektury! Skuteczny kurs angielskiego warszawa
szkolenia dla sprzedawców
Unikalne wisiorki srebrne w sklepie internetowym z biżuterią
angielski dla dzieci
wypadek przy pracy

www.karty-plastikowe.eu
www.sklep-apteka.pl
www.emtor.pl
A ja się strasznie boję posłannictw kobiecych i posłannictw salonowych. Jedne i drugie są bezwzględniejsze od posłannictw misyonarzy...
Oblicze Ireny smutniało, wyciągało się, starzało. Bywalski zmiany nie widział, bo mówiąc, na Irenę nie patrzał. Ale patrzył na nią Bernard z drugiego kąta komnaty, zwracając co chwila z wysiłkiem głowę ku rozmawiającej grupie.
— Bernard czegos sobie życzy? — rzekł Bywalski.
— Nie! odparła Irena.
— Wciąż tu spogląda.
— Taki ma zwyczaj, gdy bawi razem zemną w jednym pokoju.
— Ciekawe! To potężne, niezmierne uczucie dla pani, zdaje się być jedynem uczuciem, które w nim jakie takie się utrzymało, które nie uległo paraliżowi.
Irena ruszyła ramionami. Cóż ją to uczucie dziś obchodziło? Wdzięczną mu zapewne nie była w swej dobroci, nie zdającej sobie sprawy, że na nie, ofiarą zupełną życia aż nadto zasłużyła. Ją dziś nic nie interesowało, nic nie cieszyło, nic tylko to, co dotyczyło Lulu i hrabiego, tego wonnego kwiatu uczucia, które się przy niej
budziło, rosło, kształciło, rozwijało w dwu sercach.
Bywalski odgadując tę myśl, a widząc, że służący z tacą do gabinetu zmierza, rzeźwiej podjął:
— Bardzo mi się podoba ten Porycki.
— Nieprawdaż ? — podchwyciła z radością, o ile tę rozprószyć mogło ogarniające ją nagle przygnębienie tak silne, że nie uchodziło uwagi przyjaciela.
Jakaś niemoc zdawała się opanowywać jej ciało, zginać jej prostą figurę, ściągać jej rysy, czynić niemiłym jej dźwięczny organ mowy, przysłaniać blask oczu podnieconych światłem, winem, rozmową.
— Typowy — ciągnął, biorąc z tacy filiżankę najmocniejszej herbaty, bo tę zawsze jako lekarstwo na omdlewające nerwy lubił — inny, jak wszyscy. W przyszłości zapewne więcej spotykać będziemy takich ludzi w salonie. Salon przyszłości będzie może mniej elegancki, ale bardziej interesujący. Poznikają te nasze typy znudzone sobą i czczem chorobliwem życiem. Żałuję, żem stary. Pomyśl, pani Ireno, jaki świat będzie zajmujący, gdy w salonie się zbierze taka oto młodzież, jeden z okrętu, drugi z armii, trzeci wyjdzie z jakiego
tunelu... Gdy się skończy ta wielka sinecura salonowa dla młodzieży utytułowanej, czerpiąca dziś resztki swych sił w próżności panien i uroku tradycyi. Poznikają z kretesem tu nasze obrzydliwe typy Korońskich i Lewiczów, tych Nemrodów na Diany Judei. Poznikają i tacy, jak ja, droga pani Ireno, co się już około dziesiątej zaczynają nudzić w salonie. Ja z Poryckim już bym się zejść nie potrafił, ja, który z kilkoma pokoleniami stante pede się zaprzyjaźniłem. Jak się ot teraz wściekle zmęczyłem, usiłując uchwycić, pojąć ten mi nowy typ, dziś może jeszcze rzadki, jutro częsty !
Westchnął i kończył smutnie.
— Naturalnie! Hahaha! konieczna kolej rzeczy, konsekwencya życiowa. Gdy arcyksiąże Rudolf nie chciał być cesarzem, gdy książe Walii nie pragnie być królem, gdy Milan, Batenberg, tylu, tylu... dlaczegóżby tylko polscy hrabiowie dalej, chcieć mieli być tylko polskimi tradycyjnymi hrabiami.
Przerwała mu Irena, rozkazując lokajowi wydalającemu się, jakby słabym głosem:
— Zawołaj panienkę.
Nastąpiła cisza. Bywalski łykał herbatę. Irena jakby z największym wysiłkiem podjęła:
— Rozum pana robi się głębszym, ale może smutniejszym.
— Jak starość...
Nadbiegła Lulu. Bywalskiemu się wydało, że pomięszana, choć pokryta szkarłatem szczęścia. Wzrokiem porozumiały się z matką. Ta wstała i jakby wspierając się niedostrzegalnie na ramieniu Lulu, wyglądającej z figury na jej młodszą siostrę, zmierzała z nią razem ku bocznym drzwiom, prowadzącym do prywatnych apartamentów.
Bywalski bezwiednie spoczął wzrokiem na Bernardzie, który je odprowadzał oczami i głową, bezmyślnym zdawałoby się, ale mimo to bezmiernie kochającym i smutnym wzrokiem.
Gdy portjera za niemi się opuściła, Appelstein spojrzał na przyjaciela i spotkał się z jego obserwującem spojrzeniem. Skinął nań, jakby chciał wstać, wyjść za niemi, czy przysiąść się do niego na kanapę.
Bywalski wstał i podszedł. Bankier uchwycił się jego ramienia i wskazując oczami na drzwi, za któremi zniknęły jego
© 2010 www.skjkc.pl