Skoro panna Lulu gotową będzie dzielić ze mną skromne życie...
— Byłbyż hrabia do niego przysposobiony?
— Oh! Ja panie — podjął z tą indywidualną swobodą, z tą prostotą, rażącą prawie Bywalskiego, przywykłego do epoki salonowców, którzy już, zdawałoby się, z mamkami swemi uczyli się gry au plus fin — ja panie jestem sobie człowiek inny, niż te lalki tutejsze. Oh! młodość! kobieta! natura! to aż nadto, gdy się ma lat dwadzieścia i cztery...
Czy on był pijany? — pytał się Bywalski. Jakże młodość, kobieta, natura mogły zastąpić dwadzieścia tysięcy rubli dochodu, niezbędnego do dania Luhi egzystencyi, jaką miała. Wprawdzie cygar nie palił, ale...
Słuchał uważnie, bo hrabia znów podjął.
— Pana dziwi mój sposób zachowania się. Czuję to. Otóż, widzi pan, ojciec odumarł mnie dzieckiem. Matka moja lubiała świat i była młodą. Uczyć się nie chciałem. Figle, psoty, brewerye pochłaniały mnie. W jednym roku wypędzono mnie z trzech szkół, a pięciu pensyonatów. Nie
było rady. Oddano mnie do szkoły wojskowej. Tam założyłem pułk swojej fundacyi i swojego imienia, który potrafiłem tak napełnić duchem subordynacyi, iż zbiliśmy na kwaśne jabłko pułkownika, starego dyrektora zakładu co mnie zbyt często zamykał w ciemnej ciupie. Wydalono mnie, uznając za niezdolnego do zostania oficerem c. k. armii austryackiej. Oddano mnie do marynarki. Jestem marynarzem! Po pięciu latach powróciłem do Lwowa, by odbyć rok służby wojskowej. Zostałem oficerem w jesieni, a z wiosną miałem powrócić na morze. Tymczasem spotkałem pannę Appelstein, i je ne demenderais pas mieux — kończył francuszczyzną, charakterystyczną wojskowym marynarzom, ludziom, co jej jako języka się uczyli — jak powrócić z panną Leontyną na okręt...
Bywalski wlepił weń wzrok ze zdziwienia o powiększonych źrenicach. To był jakiś awanturnik, warjat, nieuk! Lulu chciał brać na okręt? Ale ten awanturnik mu się podobał, może właśnie tą niespodziewaną odrębnością. Oczom, a więcej uszom nie wierzył. Jakiż hrabia przystojny, dobrze zbudowany, średnic ogładzony, nie pytał się, ile panna Appelstein będzie mieć posagu, tylko ją chciał brać na okręt,
może przebrać za marynarza? Bo jakżeby inaczej ? Przecież nie był kapitanem... To był warjat, ten Porycki. Także Irena miała się o co dobijać. Ale przecież i mimo tego był mu sympatycznym i zaciekawiającym.
— Nie myślisz pan tego seryo? Hrabia spojrzał zdziwiony.
— Owszem! Zupełnie seryo. Jeśli moja matka mi nie da feniga... a pani Appelstein by się zdecydowała obejść dla swej córki bez błogosławieństwa mojej mamusi, to co mam robić? Powrócę do marynarki, lub wstąpię do armii.
— Ale zastanówże się pan. Lulu jest jedynaczką, jest wszystkiem dla matki — mówił przerażony Bywalski, widząc już Irenę rozłączoną ze swą córką, pogrążoną w morfinie, a Lulu z tym sowizdrzałem na morzu. Zastanówże się pan — zawołał. — To projekt niewykonalny, Pani Irena jest osobą złamaną życiem. Ani jej nie można odbierać całkowicie córki, ani też nie można żądać, aby par force wchodziła w rodzinę, która jej nie chce.
— Ah! Jakżeż tu w Polsce są dziwne pojęcia o małżeństwie, Na morzu inaczej to pojmują. Kobieta pyta się tylko
o męża. Cóż ją właściwie obchodzi matka, ciotka, babka męża?
— Być może, że to i racyonalne, ale... Porycki westchnął niecierpliwe, jakby
z nutą rozpaczy, która u niego musiała być krótką, odrębną, pełną decyzyi i reakcyi.
— Ja matki nie przerobię! — zawołał — ten Lwów — to dziura! Jeszcze ją buntują przeklęte babska, od jakich się tu roji., Ja matki nie przerobię. Chciałaby, abym wziął jaką brzydką comtesse i jakie parękroć posagu. A w Polsce, a z nazwiskiem, a z arystokracyi, a z nadziejami. Co mnie u licha potem ? Wychowałem się na morzu. Straciłem poczucie patryotyzmu. Przyzwyczaiłem się do nazwisk przeróżnych brzmień i nie mogę pojąć różnic Lwowa
i mojej mamusi. Nie wiedziałem nawet, że są jakieś gradacye pod tym względem. Na okręcie słyszałem najczęściej o Vanderbildzie, a z Polaków o Modrzejewskiej... W Ameryce, panie, spędziłem cztery lata życia.
Urwał i znów mówił:
— Zresztą z jakiej racyi mieliby się palić potomkowie wielkich polskich rodów do dania im parękroć i córki. Albo ja jestem