Zapraszamy do lektury! list motywacyjny wzory
Prawo dla każdego - Treść umowy przedwstępnej
Tłumaczenia konferencyjne
prezentacja maturalna - motyw wędrówki w literaturze na 100%
Najlepsze tapety na pulpit dla Ciebie

www.karty-plastikowe.eu
www.sklep-apteka.pl
www.emtor.pl
jaki przedstawiać musieli, w świecie, ważącym na uncye złota swe uczucia, złożonym z jednostek goniących uparciej od commis voyageur'ów wśród światła i muzyki, za własnym tylko interesem.
— Ah! les passions — szepnął cichuteńko — konstatując, że bohaterów tego dramatu, jakiego areną mu się wydawał ten stół, zgubiły własne ich namiętności.
A tu to nowe, młode pokolenie, odbijające świeżością, wiarą, ułudą, swobodą od tych siwych głów i pomarszczonych twarzy. Czy i oni gotowali sobie także ruiny w przyszłości? Czy ta Lulu, spoglądająca namiętnie na Poryckiego, oszołomiona szczęściem posiadania go chwilowo przy sobie, nie budowała sobie życia pełnego goryczy, jakiemby łatwo przy udziale kombinacyi konsekwencyj życiowych, mogło się stać wprowadzenie w dom Poryckich obcej krwi Appelsteinów.
Czy ten Porycki, tryskający swobodą, ochotą życia, werwą swych dwudziestu kilku lat, pociągany do tej panny, drażniącej go swym typem, może gorącem swej wschodniej natury, w zetknięciu z jego północną kompleksyą gwoli zaspokojenia namiętności, nie ryzykował połączenia się
na życie z kobietą, która łatwo może mu w zamian zatruć dnie żywota normalnego? Naturalnie! Jakże było łatwo o to. Wszakże dopiero co zabił się był, w Bonn na uniwersytecie młody Koroński, któremu koledzy zarzucili pochodzenie matki Kohnówny.
— Oh! les passions — powtórzył — one gubią ludzi.
Nie wiedział sam, że wypowiedział to tak głośno, iż sąsiadka jego, pani Zabanowska, podchwyciła:
— Gdzie pan je widzisz ? Bywalski ocucił się.
— Co ?
— Te passions...
— Ot! — odparł, oprzytomniając i decydując się wreszcie na rozmowę — ta młoda para vis-a vis nas siedząca... Wyglądają zakochani...
Sąsiadka spojrzała mu w oczy dziwnym wyrazem, ale który nie wyprowadził w pole Bywalskiego. Wyraz ten powiedział mu wyraźnie, iż ta dama pragnęłaby z nim poufnie pomówić, gdyby tylko wiedziała, że z nim o tym przedmiocie poufnie pomówić można.
Zamiast odpowiedzi zapytała:
— Pan jesteś dawnym przyjacielem państwa Appelsteinów ? Przyjechałeś ich odwiedzić...
— Oh! — podchwycił, połapawszy się Bywalski — tak... niby... une bonne connaissance de Varsovie. Przybyłem do Lwowa za interesami. Naturalnie odwiedziłem panią Irenę. Zostałem zaproszony na obiad... — tu nawet nachylił się i ciszej ciągnął: — Ale ten obiad wydaje mi się obiadem dla młodej pary. My jesteśmy tutaj tylko, by im ułatwić...
Pani Zabanowska skinęła głową znacząco.
— I może być coś z tego ? — zapytał Bywała.
— Wątpię! — odparła sąsiadka. —Młodzieniec wygląda zakochany, przedstawia bardzo dobrą partyę. Et c'est un tres bon garcon, ale...
— Potrzebuje majątku ?
— Zapewne! Któż go nie potrzebuje? Ale nie to tylko. Vous savez... — zawahała się, przyjrzała sąsiadowi a widząc na jego obliczu obojętność na wszystko i na to naturalnie, co [mówiła, ciągnęła: — U nas we Lwowie... Bo u was w Warszawie przyzwyczajono się do tych...
— Małżeństw mieszanych...
— Voila! vous savez...
Po długiem milczeniu Bywalski zakładając monokl i biorąc kieliszek z burgundem do ręki, szepnął:
— Jeżeli mu się podoba..
— Oh! — jęła dama. — Nie znasz pan jego matki. Nigdy by nie pozwoliła. Arystokratką! Marzy o... A zresztą byłaby to fatalna partya.
— Matka Starżówna! — bąknął Bywalski niedbale.
— Hm... któż dzisiaj już o to pyta. Jeden Jerzy Borkowski.
— Przecież...
— Vous savez. I poglądy arystokratyczne uległy ograniczeniu i zmianie w naszych czasach pośpiechu i...
— A więc?
— Nie pytają o matkę, ale pytają o osobę.
— Wydaje mi się bardzo miłą... dobrą... ładną...
— Pan mówisz seryo?
— Zdaje mi się...
— Te oczy! ten nos! — szepnęła urywkami.
— Trop de type.
© 2010 www.skjkc.pl