Zapraszamy do lektury! Prawo dla każdego - rejestr aktów poświadczenia dziedzi
Prawo dla każdego - Nieruchomości
bezpłatny test iq licziq
0.zaa.swidnica.pl
wspaniałe motywy orientalne w literaturze na maturę

www.karty-plastikowe.eu
www.sklep-apteka.pl
www.emtor.pl
na kanapie i usiłował zebrać myśli, ochłonąć, uspokoić swoje nerwy, jakby wyrwane ze swych futerałów. Gdy się uspokoił, jedna rzecz go zastanowiła swą zagadkowością. On tak się przeraził, że niemal przytomność stracił, a ani Lulu, ani służące, bynajmniej nie wyglądały wypadkiem i strasznym widokiem Ireny, leżącej w konwulsyach, przerażone. Najspokojniej wypadek stwierdziwszy, z wprawą dlań niepojętą, bez najmniejszego objawu przerażenia wyprowadziły Irenę i zniknęły.
Lulu zaledwie lekko pobladła. Wbiegła była pierwsza na jego wołanie, a zobaczywszy stan matki, objęła ją spokojnym wzrokiem i bez namysłu, jakby do tego przygotowana, przedewszystkiem zawołała służące.
— Co to znaczyło?
Z godzinę siedział na sofie, to szukając odpowiedzi, to myśląc bezładnie, to opanowując swój rozstrój. Wreszcie spojrzał na zegarek.
— Szósta — szepnął — dochodzi. Za godzinę obiad. Obiad z  Poryckim? Co to będzie? Irena w tym stanie...
— Co to będzie, — pytał. On żadnego nie czuł apetytu. Ta scena go zbiła z nóg.
Ot teraz, siedział tu już od godziny na tej miękkiej sofie, a czuł nerwowe drżenia w nogach. Najmniejsze wzruszenia trzęsły nim jak galaretą.
— Bestye takie nogi! — mruknął, rozcierając sobie łydki.— I powiedzieć, że nigdy nawet nie byłem kobieciarzem. Szelmowskie pedały! Ale bo też takie sceny! Rzeczywiście te małżeństwa mieszane wyradzają kombinacye...
Wstał i podążył powoli, prostując się i wyciągając nogi, aby służba w przedpokoju, przez który musiał przechodzić, by się dostać do swej komnaty, niespostrzegła tej chwiejności w "wściekłych jego pedałach".
Nawet musiał się spieszyć, by się na czas ubrać do obiadu.
— Zażyję jeszcze kilka kropel swego leku na apetyt. Jeść obiad bez apetytu! nie głupim... Ale czy tylko będzie obiad? Chciałbym poznać tego Poryckiego.. Ale przecież Irena pozostająca w tym stanie? A cóż ta obojętność Lulu? ta zimna krew, ten spokój, z jakim nagle znalazła się przed nieprzytomną matką ?
Już był u siebie.
II.
 
W godzinę później, wypoczęty, wyświeżony, we fraku i cravatte blanche siedział Bywalski w pustym, ale oświeconym salonie. Nikogo jeszcze nie było, ale obiad nie został odwołany.
— Co to będzie ? —pytał. Irena mu mówiła, że zaprosiła kilka osób. Jeźli sama, co prawdopodobne, leży nieprzytomna, to Bernard, wymawiając czasem jedno słowo Irena, rzadko kilka więcej, będzie ciekawym amfitryonem. Chyba Lulu będzie Tobie honory pani domu?
W tem lokaj w liberyi otworzył jedne z drzwi na oścież, a tuż za nim, wsparty na ramieniu drugiego lokaja, w identycznej liberyi, powoli, z nogi na nogę, wtoczył się Bernard.
Appelstein, otyły, roztyły, siwy, bezmyślny, ale wyfraczony, z tym odrębnym w twarzy spokojem człowieka, co życie
spędził w salonie, w szeregu obiadów i banalności światowców, wydał się Bywalskiemu młodszy, zdrowszy. Lokaj go usadowił na krześle, które on mu wskazał, postawił przy nim malutki stolik, na którym położył dzwonek i tubę do słuchania i oddalił się.
Zostali sarni. Appelstein spoglądał na przyjaciela, ale ten unikał jego wejrzeń. Rozumiał je. Były milioner chciał, aby z nim rozmawiano, ale Bywalskiego. nudziło to huczenie w tubę, przez którą i tak Bernard źle słyszał.
Udawał, że nie widzi przywołujących go min ex-bankiera. Zresztą był jeszcze rozstrojony, nie usposobiony do odpowiadania na wiecznie te same pytania przyjaciela. Appelstein bowiem utraciwszy wszystkie zmysły, a raczej ich sprężystość, nie utracił światowości. Obsypywał każdego pytaniami jak spał, jaki miał apetyt, kiedy był w Paryżu. A interesowały go światowe wiadomości, mody, zwyczaje, nowe potrawy... Przepadał za Warszawą, za wszystkiem, co mu przypominało świetne czasy, które zdawał się pamiętać, zapomniawszy całkowicie finał i debaklę.
Przyjazd Bywalskiego, bywał dlań radosnym wypadkiem. Niemógł się nim nacieszyć. Dopytywał o ludzi z przed szesna-
© 2010 www.skjkc.pl