(strona 1) " Świat i Finanse Wincenty HR. Łoś. DRUGIE ŻYCIE PANI APPELSTEIN Powieść współczesna Tom Pierwszy Warszawa Nakładem H. Oberfelda Krak...."
(strona 2) " żyjącą ofiarę jego światowo-matrymonialnych kombinacyj. Przyjechał był wczoraj, wezwany przez Irenę telegraficznie, jak nieraz bywał wzywany, skoro on jeden z tylu przyjaciół, przyjacielem jej pozostał. A potrzebnym bywał często w..."
(strona 3) " To zapytanie trawiące ją, którego się chyba Bywalski nie domyślał, nie mogło jej przejść przez gardło. I to cierpienie, jakie doznawała w głębi swych uczuć, wynikające z upokorzenia, tkwiącego w historyi tego pytania, przerzuciło..."
(strona 4) " — Naturalnie, że i ja, szczególnie ja, pozostająca w tak anormalnych warunkach tutaj od tylu lat, wpadłam zapewne w fatalną rolę matki, mającej córkę na wydaniu, w tę rolę zaślepienia a force pragnień, trwóg, każących się..."
(strona 5) " ten wzrok ślicznej panny, gdy ją do poślubienia Bernarda namawiał, ten wzrok pytający go, czy on obyty i doświadczony, mógłby jej powiedzieć, jakim, takie małżeństwa, wrzodom, dają początek. I był świadkiem tej chwili i pamiętał..."
(strona 6) " — Zawsze go wysoko cenię — przerwał stanowczo, o ile stanowczym mógł być ten głos zmęczony nadmiernie stereotypową półwiekową gadaniną. — Postąpił z wami, jak najuczciwszy brat, najwyrafmowańszy dżentelman. Dwudziestoletnią..."
(strona 7) " Zacisnął usta, połknął ślinę, zrzucił i na nowo założył monokel. Ale łzy spłynęły po policzku i ujrzała je Irena. Rzuciła się ku niemu zalana łzami ale uśmiechnięta. — Ty mnie rozumiesz! rozumiesz wreszcie! — zawołała...."
(strona 8) " Był bardzo szlachetnym, ale był, Jakóbem Appelsteinem, bankierem przedewszystkiem. Musiał nim być przedewszystkiem. Z tej myśli obudził go już cichy i harmonijny głos Ireny: — Niechże więc ci, kochany przyjacielu — mówiła —..."
(strona 9) " stanowczo odmówiła. Nie ma nic przeciwko pani, owszem podziela dla ciebie uczucie, jak twierdzi wielu we Lwowie, szczerego uwielbienia. "Elle doit etre sublime. C'est une creature d'elite" — powtórzyła kilka razy. — Ha, ha, ha! —..."
(strona 10) " na kanapie i usiłował zebrać myśli, ochłonąć, uspokoić swoje nerwy, jakby wyrwane ze swych futerałów. Gdy się uspokoił, jedna rzecz go zastanowiła swą zagadkowością. On tak się przeraził, że niemal przytomność stracił, a ani..."
(strona 11) " stu laty, nieprzypuszczając, nierozumiejąc, by coś zmienić się mogło. Cały smutny przeciąg swego życia wymazał ze swej pamięci i pozostały mu tylko wesołe ze świetnych czasów wspomnienia. Bywalskiego zawsze zasmucał widok..."
(strona 12) " hrabia Skrzycki, odwdzięczający się Appelsteinom za obiady ułatwieniem Irenie zdobycia w świecie lwowskim pozycyi. Słyszał o nim. Jakaś dama siwiejąca, jedna z tych pieczeniarek wielkoswiatowych, przerzucała album. A Bernard wodził po..."
(strona 13) " jaki przedstawiać musieli, w świecie, ważącym na uncye złota swe uczucia, złożonym z jednostek goniących uparciej od commis voyageur'ów wśród światła i muzyki, za własnym tylko interesem. — Ah! les passions — szepnął..."
(strona 14) " — Voila! vous savez. Ja gdybym miała syna... Bo trzeba zawsze postawić się w pozycyi osoby en question. — Nie pozwoliłabyś pani? — Hm! vous savez... Może to przesąd? Może? Ale nazwisko to razi nasze uszy. — Zapewne... naturalnie..."
(strona 15) " — Co pan mówi? — zapytał Bywalski lokaja. — Abym jaśnie panu do jego pokoju zaniósł pudełko. — Poczciwy! poczciwy! — szepnął rozczulony, jakby ze łzą w oku, Bywalski, ściskając obwisłą dłoń Bernarda. Appelstein poszedł..."
(strona 16) " Skoro panna Lulu gotową będzie dzielić ze mną skromne życie... — Byłbyż hrabia do niego przysposobiony? — Oh! Ja panie — podjął z tą indywidualną swobodą, z tą prostotą, rażącą prawie Bywalskiego, przywykłego do epoki..."
(strona 17) " kandydat na jakiego przyszłego dostojnika? Mnie frak do rozpuku rozśmiesza. Ja nie mam pojęcia o tych rzeczach niezbędnych, jak tu widzę w potocznem życiu. Kiedyś mnie księżniczka Głuska, do której się mama pali, jak ja do pierwszej..."
(strona 18) " — Hahaha! — powtórzył Bywalski i milczał. Smutno mu było. Małżeństwo to, do którego myśli łrena się tak przywiązywała, że niezaproszenie na bal do księżnej, nabawiało ją ataku konwulsyjnego, do którego rwało się dziewczę..."
(strona 19) " z jednym z moich kolegów, Włochem, na okręcie, którym płynęliśmy z Ameryki do Hiszpanii ? — Nie wiem — odparła figlarnie, ale poważniejąc do słuchania. Ona tak lubiała te opowiadania jego o burzach na morzu, o typach..."
(strona 20) " A ja się strasznie boję posłannictw kobiecych i posłannictw salonowych. Jedne i drugie są bezwzględniejsze od posłannictw misyonarzy... Oblicze Ireny smutniało, wyciągało się, starzało. Bywalski zmiany nie widział, bo mówiąc, na..."
(strona 21) " żona i córka, otworzył usta, rozszerzył źrenice już i tak rozszerzone i podniósł się z fotelu z wysiłkiem. Wstawszy, długo pracował ustami wydymając policzki, poruszając wargami, aż wreszcie wymówił wieczne: — Irena! Urwał,..."
(strona 22) " zardzewiałe, ale serce, którego podszeptów, dawniej poruszany drobiazgami życia światowego, w którym czynny brał udział, nie słyszał. Grało tu i rolę przyzwyczajenie, o które wszakże egoiści i sybaryci najwięcej dbają. Tak dalece..."
(strona 23) " Pani Porycka była to kobieta, której wygląd zdradzał najdokładniej jej pięćdziesiątkę. Siwiejące blond włosy pokrywały bujnie małą głowę a twarz o różowej jeszcze cerze, o rozlanych rysach, wydawała się apatyczną. Jedynie w..."
(strona 24) " od naszej dzisiejszej młodzieży, pogrążonej w wcale nierycerskiem sobkostwie... — To mnie właśnie boli... — przerwała hrabina, tonem prawie nie pozwalającym repliki swa głęboką wiarą w prawdę tego powiedzenia. I znów nastąpiło..."
(strona 25) " — Oum... My jesteśmy tu wszyscy,. -mówię do pana jako do człowieka światowego, którego zbywać nie chcę frazesami, niezmiernie konserwatywni. Warszawa, to podobno towarzystwo już kosmopolityczne. My tutaj tworzymy jakby jedną rodzinę,..."
(strona 26) " pod uwagę życzeń syna, to teraz po wizycie tego starego, którego Bóg wie jakiem prawem nasyłała jej pani Appelstein, aby jej we własnym domu mówił impertynencye, — będzie nieugiętą. Jeśli dotąd była zimną dla tej..."
(strona 27) " A tu z morza nagle przybywało do niej odważne i zdrowe indywiduum, będące jej synem, atoli do niej niczem niepodobne, w niczem jej nierozumiejące, jednej myśli wspólnej z nią niemające. On uśmiecha się, gdy ona mu wygłasza swoje..."
(strona 28) " Poryckich na herbatę, a nikt nigdy nie wyłapał jej na popełnieniu nietaktu, czy zdradzeniu jednego z sojuszów, jakie miała w różnych celach z wszystkimi domami. Żyła jak student, nie prowadząc u siebie kuchni, zbytecznej jak mówiła..."
(strona 29) " — Prócz tego widzisz, comme on a èlè sincè re avec moi, młody książe ma długów do pięćdziesięciu tysięcy. No! to było do przewidzenia. A stary książe nie pozwoliłby, aby syn jego zaczynał egzystencyę z długami. Mówi, że..."
(strona 30) " — Oum... ? — Panny Appelstein — poprawiła się Zabanowska, zapominając wciąż, że hrabina nietylko nie pochwalała, ale nie uznawała zażyłości jej z tym domem. - Otóż ten stryj, to ma być bardzo rozumny człowiek, któryby nigdy..."
(strona 31) " stroju, ze szyją ogołoconą, niekrępowaną wykrochmalonym kołnierzem, w tej swobodzie kroju, uwydatniającej naturalne kształty doskonałej budowy. Tego nie zauważyła hrabina. Jeżeli się na czem najmniej znała, to na męzkiej budowie. U..."
(strona 32) " drzwi przed nią przymykać... Od dziś nie chcę znać tych żydów, — dokończyła w furyi. W tejże chwili młody Porycki wstał i oddawszy na środku salonu jej głęboki, w zakroju mający coś wojskowego, ukłon, wyszedł. Hrabina stała..."
(strona 33) " ojcowską schedę, zaledwie dawała mu z rodziną przyzwoite utrzymanie. Dlaczegóż więc ta Irena stawała mu wciąż przed oczyma, jakby skrzywdzone przezeń widmo? Bo tak! Od dnia w którym ta kobieta opuściła ten dom, stawała mu przed..."
(strona 34) " To, co dawał, dawał z czysto swoich osobistych wypracowanych funduszów. Obowiązku dawania żadnego nie miał. To ostatnie napróżno sobie raz po raz powtarzał. Temu drugiemu "ja", którego zawsze czuł w swych tajnikach, zdawało się, iż..."
(strona 35) " Bywalski spojrzeniem mu przerwał. To spojrzenie bowiem ogarnęło go całego i jakby go przenikło. Bywalski tymczasem a propos tego likieru zastanowił się tylko, czy Jakób rzeczywiście w tym krótkim czasie nie przeistoczył się..."
(strona 36) " Nastąpiło długie milczenie. Bywalski był uszczęśliwiony. Zdawało mu się, iż owoce jego swady były niechybne. Jakób pogrążył się w zadumie. — Co tu było do zrobienia? Jak tu radzić w tych pogmatwanych sytuacyach, w których, co..."
(strona 37) " zdawało mu się, ani godziny dłużej, bo każda godzina spadała ciężarem na jego pod tym względem tak wrażliwe sumienie, na firmę, którą tak ukochał. I o Leontynke mu chodziło, którą, choć mu się zdawało, że matka ją wychowała..."
(strona 38) " i ze swada stan rzeczy we Lwowie. Z tego zadania, sądził, że wywiązał się, spokojnie tedy oddawał się obiadom i trawieniu, dwom jedynie pozostałym mu życiowym namiętnościom. W oddali widziane obrazy straciły na plastyce i kolorycie...."
(strona 39) " w wagonie jeszcze małomówniejszym. Ruch pociągu usposabiał go do marzeń, do najlepszych kombinacyj finansowych. Wiedział i o tem Bywalski, odbywszy już kilka z nim podróży w epoce, w której mu pomagał w ratowaniu firmy, rzekł więc:..."
(strona 40) " u Ir...— poprawił się — u Bernardów dziać będzie. Ponieważ sądzę, iż mój pobyt we Lwowie się przedłuży, a ja tu nigdy dłużej nad dobę nie bawiłem, przeto życzyłbym sobie, by Irena i Leontynka, sądziły, że bawię tu dla..."
(strona 41) " Zabanowska dostała zlecenie od księżnej zbadania nietylko stanu majątkowego tego młodzieńca, ale i różnych innych szczegółów. Otóż ta kombinacya przerażała panią Zabanowską. Jaki chaos myśli, planów, przypuszczeń, w których..."
(strona 42) " zdołała wybadać Ireny, a spóźnić się z relacya do starej księżnej również nie mogła, bo nużby tam Starża tegoż dnia jeszcze popołudniu się oświadczył? Przecież próżno do Lwowa nie przyjechał. Młodzież warszawska, wogóle..."
(strona 43) " Nizzy Appelstein równie dobrze, a nawet lepiej brzmi, jak Porycki, lub Melloco. Nagle jej myśli utkwiły na kolczykach Ireny, na tych olbrzymich soliterach, jakich nigdzie we Lwowie nie było. Dlaczego je nosiła. Te brylanty, zamiast..."
(strona 44) " pełną snów i tę teraźniejszość w rozczarowania tak brzemienną. — Jakób Starża? — powtórzyła wytrzeszczając błędny wzrok morfinistki, jakby usiłowała sobie przypomnąć coś dawnego. — Jakób Starża z Warszawy, raczej z..."
(strona 45) " — Nic! nic! wspomnienie! tyle lat, gdy pomyślę, że syn Witolda, mego brata może się już żenić... pani nie wiesz, jak ja mego brata kochałam w tej epoce, w której my kobiety tak wszechpotężnie, pogańsko umiemy i potrzebujemy......"
(strona 46) " — Ach! źle rozumiesz moje pytanie, droga pani Ireno Chodzi mi o to, czy Mimi znajdzie w nim to, czego jej potrzeba. Widzimy dużo uczciwych i porządnych ludzi, którzy żon nie uszczęśliwiają. — To są już rzeczy oparte na..."
(strona 47) " w księgach zbankrutowanego domu sumy, podniesione przez Witolda, miałby piękne wyobrażenie o ich szlachetności. Dławiło ją to wszystko. Co ona Lulu powie, gdy się dowie, że jej stryjeczny brat, ten nieznany Jakób, o którym tyle razy..."
(strona 48) " Była to halucynacya, towarzysząca każdemu pierwszemu spotkaniu się z szwagrem i ona to stawała się przyczyną, że Irena była dlań zawsze przy pierwszem zetknięciu się nad wyraz zimną, nienaturalną i sztywną. Bywalski nie wiedział o..."
(strona 49) " Ale on pamiętał doskonale, jak wtedy, gdy bankructwo było niemal faktem dokonanym, gdy zwątpił, aby nawet tytaniczne wysiłki zdołały ocalić honor od ruiny, w jaką firmę pogrążył Bernard, jak wtedy nadludzką siłą i wolą..."
(strona 50) " wszystkiem wydałbym dobroczynny edykt dla wszystkich salonowców mojego wieku, nakazujący im pootwierać sobie żyły, aby nie patrzyli na rozkład ciała, którego pierwiastkom hołdowali i które... to części... tworzyli. Ach! Boże! ..."